Siemanko, witam w mojej kuchni. (hehehue)
Taki piękny poniedziałek. Wróciłem z pracy i stwierdziłem, że przecież dziś lub jutro powinien polecieć tekst na blogu. Oczywiście, że nie piszę go na ostatnią chwilę. W żadnym wypadku. Nie macie racji. No co wy. Nie oceniaj mnie jeden z drugim. Dobra dałem ciała, ale już to naprawiam. Z prędkością światła, albo Pana Trynkievitsha, biegnącego w stronę małego chłopca, leci do was ten post.
Taki piękny poniedziałek. Wróciłem z pracy i stwierdziłem, że przecież dziś lub jutro powinien polecieć tekst na blogu. Oczywiście, że nie piszę go na ostatnią chwilę. W żadnym wypadku. Nie macie racji. No co wy. Nie oceniaj mnie jeden z drugim. Dobra dałem ciała, ale już to naprawiam. Z prędkością światła, albo Pana Trynkievitsha, biegnącego w stronę małego chłopca, leci do was ten post.
Tym razem będzie trochę przemyśleń na temat skrajności. Zacznijmy może od feminizmu i szowinizmu. Wiele już lat twierdzę, że feministki to kretynki (a raczej te kobiety, które pomyliły feminizm, czyli prąd myślowy, traktujący o równości społeczno-prawnej płci, ze ślepą walką z facetami), a szowiniści to idioci (a raczej mężczyźni, którzy pomylili szowinizm z mizoginizmem). Dlaczego? Powód jest prosty. Ponieważ, pomijając czysto przyziemne rzeczy, to nie patrzę na kobiety, jak na inną płeć i na mężczyzn nie patrzę, jak na moją. Widzę człowieka. Zgadzam się w tym, że społecznie jedni nie potrzebują drugich. Zgadzam się w tym również, że potrzebują. Bo to wszystko zależy od człowieka i od jego osobistych dążeń i intencji. Idiotyczne jest uważanie, że jedna, nazwijmy to — grupa, jest gorsza od drugiej pod różnymi względami, bo to dalej osobiste preferencje pokazują kto kim jest. Nie ma silnych, słabych, mądrych czy głupich kobiet albo mężczyzn. Są silni, słabi, mądrzy i głupi LUDZIE.
Patrząc na polityczny aspekt radykalności, to uważam podobnie. Liberał i konserwatysta mogą być w porządku. Choć samemu mi bliżej do centro-liberała, to mimo poglądów innych, z którymi nie zawsze się zgadzam — widzę po jednej i drugiej stronie barykady dobrych i złych ludzi. Na temat skrajności religii nawet nie chcę wchodzić, bo uważam, że w większości to albo perfidny ludzki twór do kontrolowania mas, albo wynaturzone i przeinaczone ideologie, które kiedyś miały prosty przekaz.
Nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie: czemu ludzie często dążą do radykalnych poglądów? Czemu chcą się tak bardzo wyraziście stawiać na jednym albo drugim biegunie? Dlaczego tam, gdzie da się bardzo prosto znaleźć “złoty środek”, ludzie go nie chcą szukać? I w końcu, dlaczego patrzymy na siebie jak na lewaków czy prawaków, jak na dupy albo fagasów, jak na wierzących czy niewierzących, białych czy czarnych, a nie, do ciężkiej cholery, jak na zwykłych ludzi?
Dziś krótko ale dość emocjonalnie. Bo ten temat od bardzo dawna i jawnie mnie, bez pardonu, wkurwia.